Czesław Michniewicz szczerze o pieniądzach obiecanych przez premiera
Źródło:
TVP Sport

Premier obiecał, że jak wyjdziemy z grupy, to być może - o ile pozwolą obowiązki - przyleci do nas do Kataru. Niestety nie mógł tego zrobić i nie poznaliśmy konkretnej kwoty. Kwoty padały różne. Kiedy premier nas odwiedził, przechadzał się między stolikami, gdzie siedzieli zawodnicy i szeroki sztab. Były dyskusje o euro i innych walutach, ale nie było jednej, sprecyzowanej kwoty. Pan premier mówił, że się zastanowi, ale bez konkretnych deklaracji. Kwoty padały, ale to bardziej ze strony zawodników. Pan premier, zanim wszedł na salę, spotkał się ze mną. Pytał o samopoczucie, stan zdrowia zawodników i stwierdził, że obieca zawodnikom nagrodę, jeśli wyjdą z grupy, ale nie chciałby precyzować. Mnie to nie obchodziło, bo to tak, jak rozmawianie o wygranie szóstki w Lotto. Nie było żadnych przepisów, deklaracji, pism. Kwota duża, przyznaję. Dlatego nie zajmowaliśmy się nią do meczu z Argentyną, nikt nie był pewny awansu. Zawodnicy pytali mnie w żartach, czy premier dzwonił. Mówiłem, że nie dzwonił, ale pisał. My poświęciliśmy na to łącznie, przy kolacji, chwilę. Później wróciliśmy do tego na odprawie - powiedziałem, jak sytuacja wygląda. Nieprawdą jest to, że mój asystent, Kamil Potrykus, prosił o numery kont. Taka sytuacja nie miała miejsca. Jedyną listę, na wypadek przylotu premiera, przygotowywał człowiek, który ma wgląd w newralgiczne dane. Chcieliśmy wiedzieć, ile osób liczy cała reprezentacja. Okazało się, że, razem z szerokim sztabem, to 65 osób. Nikt nie dzielił kwoty. Dzieliliśmy tylko procentowo. Ja nie chciałem brać w tym udziału, tak samo Kamil Potrykus. Zrzekliśmy się swojej premii, chciałem jedynie, żeby pozostały sztab miał zagwarantowane 20%. Każdy piłkarz może to potwierdzić.
Czesław Michniewicz
Skomentuj
Udostępnij
Najnowsze
Śledź Fangola 🤟 👀
Żywe emocje na ulubionych socialach!

















