Jan Bednarek zdradził kulisy transferu do Aston Villi
Źródło:
meczyki.pl

To był prawdziwy Deadline Day. Szok, ponieważ dzień przed zamknięciem okna transferowego moi agenci rozmawiali z właścicielem West Hamu. Pamiętam, że zasypiałem o północy i dostałem wiadomość od Tomka Magdziarza: "Wszystko dogadane z West Hamem. Jutro jedziesz tam o 10:00". Ja mówię: "Super". Tydzień przed zamknięciem okna transferowego był temat Aston Villi. Rozmawiałem ze Steven Gerrardem, zadzwonił do mnie i powiedział, że bardzo mnie chcą i będą rozmawiać z Southampton. No i prowadzili po prostu negocjacje. Wstałem o 8:30 i dostałem wiadomość: "Jeszcze musimy chwilę poczekać. Czekają, negocjują z Southampton". Mówię: "Dobra, niech negocjują". O 10:00 nie ma informacji, godzinę później też nie, a ja pojechałem do klubu do Southampton, bo mieliśmy lekki trening dwa dni przed meczem. Nie miałem telefonu, bo byliśmy na boisku. Wracam i nagle pięć nieodebranych połączeń. Oddzwaniam do prezesa Southampton, a on stwierdził: "Słuchaj, przyjęliśmy obie oferty - Aston Villi i West Hamu. Od ciebie zależy, gdzie pójdziesz. Nam jest bez różnicy. Gdziekolwiek chcesz iść, tam cię puścimy". Pomyślałem: "Super. No ale co teraz?". Dla mnie oba kluby są top, wielkie marki. Dzień przed końcem okna w rozmowie agentami, bratem, tatą czy Julią mówię: "Gdziekolwiek - albo West Ham, albo Aston Villa - a będę superszczęśliwy". W ostatni dzień okienka okazuje się, że muszę jeden z dwóch wybrać. No i zaczęły się telefony. Milion SMS-ów - Julia, Tomek, Łukasz, brat, tata - wszyscy dzwonią i pytają, gdzie idziesz i co robisz. Dostałem wiadomość na WhatsAppie: "Cześć, tu Steven Gerrard. Zadzwoń proszę". Dzwonię i mówi: "Słuchaj, bardzo cię chcemy. Mogę ci powiedzieć, że będziesz u nas grał. Potrzebujemy cię". Dzwoni do ciebie legenda piłki nożnej - nie, że klubu, Anglii. Większość ludzi na świecie wie, kto to jest Steven Gerrard. Dzwoni do ciebie taka osoba i nigdy nie zagwarantuje ci na 100%, ale daje ci bardzo duże szanse na grę. Buduje cię i daje pewność, że jesteś potrzebny w danym miejscu. To było bardzo szczere. Wydaje mi się, że sytuacje się trochę inaczej potoczyły. Zawodnicy dobrze grali i trener nie zmieni zawodnika bez powodu. Jestem przekonany, że trener miał szczere intencje i nawet teraz jestem mu wdzięczny, że mnie tu sprowadził, bo to dla mnie bardzo dobry krok. Siedziałem w szatni Southampton, w której przebywali James Ward-Prowse, Theo Walcott i Willy Caballero. Doświadczeni zawodnicy, którzy trochę życia widzieli. Poruszyłem temat mojego transferu i mówili, że Aston Villa to super klub. Miałem z nimi bardzo dobry kontakt, liczyłem się z ich zdaniem. Rozmawiałem z agentami i mówili: Aston Villa. Żona stwierdziła, że Londyn jest super, ale najważniejsze jest to, żebym się dobrze czuł, a za 10 lat skończę grać w piłkę i będziemy sobie wtedy mieszkać w wybranym miejscu, Pokazała wsparcie, że gdziekolwiek będę, to ona będzie przy mnie. To było dla mnie ważne - brak presji w głowie. Pamiętam, że w szatni powiedziałem: "West Ham mnie chce, ale David Moyes nawet nie zadzwonił". Przysięgam, że rzuciłem to chłopakom w szatni i sekundę później telefon od Łukasza Fabiańskiego, który mówi: "Menedżer chciałby z tobą rozmawiać". Porozmawiałem z Moyesem i cieszyłem się ich zainteresowaniem, ale w tamtej chwili czułem, że Aston Villa chce mnie bardziej i tam widzę swoją przyszłość.
Jan Bednarek
Skomentuj
Udostępnij
Najnowsze
Śledź Fangola 🤟 👀
Żywe emocje na ulubionych socialach!

















